W 2012 roku, po czterech latach nauki Tradycyjnej Medycyny Chińskiej w Polsce, wyjechałam wraz z trzema koleżankami na staż kliniczny do Nanning, w prowincji Guangxi, w południowo-wschodnich Chinach, niedaleko granicy z Wietnamem. Był to dla mnie moment przełomowy – pierwsze tak bezpośrednie spotkanie z medycyną chińską w jej naturalnym środowisku.
Staż kliniczny polegał na obserwacji pracy lekarzy w szpitalach, gdzie ziołolecznictwo, akupunktura i inne techniki Tradycyjnej Medycyny Chińskiej stosowane są na równych prawach z medycyną zachodnią. Każdego dnia spędzałyśmy około ośmiu godzin w różnych gabinetach, przyglądając się pracy specjalistów wielu dziedzin. Towarzyszył nam tłumacz – student medycyny znający język angielski – ponieważ większość lekarzy mówiła wyłącznie po chińsku. Jego rola była nieoceniona: lekarze koncentrowali się głównie na wykonywaniu zabiegów, a to właśnie tłumacz objaśniał nam szczegóły diagnoz i terapii.
Największe wrażenie zrobiło na mnie to, w jaki sposób chińscy lekarze łączą różne techniki terapeutyczne w ramach jednego zabiegu. Akupunktura zestawiana z bańkami ogniowymi czy masażem Tuina tworzyła spójny, przemyślany proces leczenia, oparty na głębokim rozumieniu energii i funkcjonowania organizmu.
Oprócz zajęć klinicznych miałyśmy także okazję ćwiczyć Qi Gong Pięciu Zwierząt, wysłuchać inspirujących wykładów oraz doświadczyć codziennego życia w Chinach. I oczywiście – skosztować autentycznej, różnorodnej kuchni chińskiej, która sama w sobie była niezwykłą podróżą smaków.
Ten wyjazd był dla mnie czymś znacznie więcej niż stażem. Stał się doświadczeniem, które pogłębiło moje rozumienie medycyny chińskiej, umocniło pasję i dało poczucie, że wybrana przeze mnie droga jest właściwa. Do dziś wracam myślami do tamtych chwil z wdzięcznością i przekonaniem, że był to jeden z najważniejszych etapów mojego zawodowego rozwoju.